Prasa o nas

Ten młyn tutaj to mit

Łącznik Zielonogórski, 18 wrzesień 2015

Mieszkańcom ul. Karłowicza i okolic bardzo się spodobała prezentowana przeze mnie przedwojenna pocztówka młyna Barndstcha. Też ją bardzo lubię. Piękne miejsce. Szkopuł w tym, że położone nie przy ich domach, ale półtora kilometra dalej.

Pocztówka ma być dowodem na to, że w okolicach dzisiejszej ul. Karłowicza kiedyś był piękny staw, wokół niego rosły piękne drzewa a miejsce pełniło funkcje rekreacyjne przyciągające zielonogórzan. W tym miejscu do dziś są tajemnicze resztki fundamentów. Tymczasem radni uchwalili plan pozwalający tuż obok na budowę domów. Mieszkańcy tego nie chcą.

Spacerownik nie zajmuje się rozstrzyganiem takich sporów. Jedno jest jednak pewne – mieszkańcy ul. Karłowicza się mylą – nie to miejsce, nie ten budynek, nie ta funkcja! I pewnie nikt nie chciałby powrotu do historycznej funkcji tego miejsca, bo kto chciałby mieć pod oknem wielką maszynę parową?

- Czyżniewski, gdzie się wybierasz, patelnia nie umyta! Do jakiej dziury tym razem masz zamiar wchodzić? Nie będę prała tych przywleczonych brudów – moja żona nie wykazała się zrozumieniem dla moich badawczych potrzeb.

- Nad Dłubnię Wschodnią – postanowiłem być precyzyjny.

- Aha! A gdzie to dokładnie jest? – chyba żonę zaciekawiłem.

Oficjalnie Dłubnia Wschodnia swój bieg zaczyna w okolicach ul. Karłowicza. Za Jędrzychowem łączy się z główną Dłubnią (Brzeźnikiem), przepływa obok pałacu w Zatoniu i w Barcikowicach wpada do Śląskiej Ochli. Na początku XX wieku na obu tych strumykach funkcjonowało siedem młynów. Z tego dwa na Dłubni Wschodniej. Nigdy nie mogłem wyjść z podziwu, jak Niemcy to robili, skora Dłubnia to właściwie rów z wodą.

Na starych mapach widać, że najbliższy osiedla Słowackiego był młyn Barandscha położony przy ul. Nowej, ok. półtora kilometra od dzisiejszej ul. Karłowicza i tajemniczych ruin (oficjalny adres ul. Nowa 8). Ale dzisiaj nie będziemy zwiedzać młyna – zostaniemy przy tajemniczych ruinach. Zaglądamy do środka. Dziwna, głęboka piwnica z grubymi ścianami. Nikt tak nie buduje zwykłej piwnicy, pod zwykłym domem. Zagadka!

Cofnijmy się w czasie o jakieś 118 lat. Dwóch mężczyzn ogląda nasze miejsce.

- Jest pan pewien, panie inżynierze, to dobre miejsce? – pyta pierwszy.

- Tak! To będzie wielkie serce nowego systemu. I nikomu nie będziemy przeszkadzać. Niech pan popatrzy dookoła – odpowiada drugi mężczyzna.

- Rzeczywiście, same winnice i łąki – potwierdza pierwszy. – Niech pan buduje!

 

Ci dwaj panowie to Franz Saalbach i Kurt von Gayl. Nie wiemy, czy rzeczywiście taka rozmowa odbyła się w tym miejscu. Wiemy na pewno, że panowie ze sobą współpracowali. Kurt von Gayl, w 1897 r., został burmistrzem. I to za jego rządów rozbudowano sieć miejskich wodociągów. Jej projektowaniem zajmował się inżynier Franz Saalbach, z Drezna.

- To Saalbach zaprojektował budynek zakładów wodociągowych, przy ul. Nowej 8. Projekt został złożony w biurze policji budowlanej 30 marca 1898 r. – mówi Zbigniew Bujkiewicz, z Archiwum Państwowego w Zielonej Górze, rozkładając na stole plan budynku.

- Pamiętam go. Jakieś 20 lat temu jeszcze stał – wspomina dyrektor archiwum, Tadeusz Dzwonkowski, oglądając plany. – W piwnicy widać dwa wielkie filary. To fundamenty pod stającą na parterze maszynę parową.

Obok jest miejsce na opał, w kolejnym pomieszczeniu ustawiono pompę.Obok budynku ustawiono wysoki na 25 metrów komin. Kominiarz Ansorge podpisał jego odbiór 17 września 1899 r. To można uznać za ukończenie budowy. Maszyny stały w parterowej części budynku. Jednak jego główna część była wyższa. Na piętrze zaplanowano mieszkania dla pracowników. Zamieszkał w nim Hermann Lange, maszynista obsługujący parowe urządzenie i zarazem palacz. Po latach dołączył do niego kolejny palacz, Neumann Oskar.

Zakład był sercem nowego systemu. Już wcześniej wybudowano wieli zbiornik, przy ul. Kordiana, o pojemności 1.000 msześć. W rejonie ulic Wodnej i Nowej wydrążono siedem studni głębinowych. Wodę trzeba było przepompować pod górę do zbiornika, przy Kordiana. Dlatego niezbędna była maszyna parowa. Później spływała ona do głównego rurociągu, który zaczynał się na ulicy Strzeleckiej.

Uwaga! Wtedy jeszcze nie było charakterystycznej wieży ciśnień (zbiornika wieżowego). Zbudowano ją dopiero w 1927 r.

Dzięki inwestycji zaprojektowanej przez inżyniera Saalbacha można było pokryć roczne zapotrzebowanie miasta na wodę wynoszące 215 tys. kubików wody. Inwestycja kosztowała 128 tys. marek. Można było dalej rozbudowywać sieć i pozyskiwać nowych odbiorców.

- W 1901 r. zielonogórska sieć wodociągowa liczyła 22.723 m. Wodę doprowadzano do 900 prywatnych przyłączy – wylicza Z. Bujkiewicz. W 1904 r. już 1.165 rodzin korzystało z usług miejskich wodociągów.

Maszyna parowa w zakładzie wodociągowym pracowała przez ćwierć wieku. W końcu stała się przeżytkiem. W maju 1923 r. przebudowano zakład, uruchamiając elektryczne pompy.

Z biegiem lat rola zakładu, przy ul. Nowej 8, malała. Wodę zaczęto czerpać z innych źródeł. W okolicy powstawało coraz więcej domów. Piękny kiedyś rejon winiarski został zamieniony w duże osiedle domów jednorodzinnych. Świat się zmienił.

- Budynki należały do wodociągów do początku lat 80. Mieściły się w nich nasze warsztaty, na piętrze dalej były mieszkania dla pracowników – opowiada Beata Jilek, prezes Zielonogórskich Wodociągów i Kanalizacji. W 1981 r. wodociągi miejskie otrzymują nową siedzibę, przy al. Zjednoczenia 110a. Znalazły tu swoje miejsce warsztaty: samochodowe, elektryczny, mechaniczny, biura i laboratoria przeniesione z ul. Zamkowej, Niepodległości, Kordiana i Nowej.

Dawną przepompownię przejęło wojsko, które miało tu swoje magazyny. Na zdjęciach lotniczych, z 2002 r., widać, że budynek jeszcze stoi. W 2005 r. teren kupiła osoba prywatna. Teren czeka na zagospodarowanie, ale to już inna historia

Tomasz Czyżniewski

(źródło - lzg24.pl)

« wróć