Prasa o nas

Pompują wodę od 140 lat

Łącznik Zielonogórski, 12 czerwiec 2015

To jedna z najdłużej działających miejskich instytucji. Zastanawialiście się kiedyś, co najdłużej działa w naszym mieście? Pomijam kościoły i ratusz. To więzienie, sąd, kolej i miejskie wodociągi. Zajmiemy się tymi ostatnimi.

- Czyżniewski, zanim zaczniesz ludziom opowiadać o wodociągach, najpierw skorzystaj z dostarczanej przez nie wody i... w końcu umyj patelnię – czasami mam wrażenie, że moja żona staje się strasznie monotematyczna. Wymyśliła sobie, że patelni nie można wkładać do zmywarki. Nie interesuje ją 140 lat tradycji.

- Czyżniewski, jak zaraz nie zrobisz porządku, to ja ciebie zamorduję i trafię do miejsca z większymi tradycjami – moja żona chyba postanowiła mi pogrozić.

Jeżeli miała na myśli więzienie, to ma rację. 13 kwietnia 1840 r. wmurowano kamień węgielny pod budowę aresztu przy ul. Jedności. W tym czasie sąd funkcjonował jeszcze przy ul. Sikorskiego. Budowę sądu przy pl. Słowiańskim rozpoczęto 15 lat później – 3 maja 1855 r.

Istniejące wodociągi głównie zasilały publiczne punkty czerpania wody, ustawione na ulicach i zwane kastami. Rewolucja zaszła w 1875 r., kiedy magistrat oficjalnie powołał po raz pierwszy w historii osobny Zakład Wodociągów Miejskich. 15 czerwca 1875 r. opublikowano dokładny regulamin poboru wody z wodociągu miejskiego. Miasto zgodziło się na podłączenie do sieci prywatnych odbiorców, co było od kilkunastu lat zakazane.

„Kto chce założyć przyłącze do miejskiej sieci wodociągowej dla prywatnego użytku, zobowiązany jest wykonać to na koszt własny i powinien wypełnić formularz wniosku wydawany przez magistrat w sekretariacie ratusza” – 23 lipca 1875 r. informował mieszkańców magistrat w „Grünberger Wochenblatt”. Po czym następowały skomplikowane wyliczenie jakie rury i gdzie można stosować, ile to kosztuje itd.

Głównym dostarczycielem wody do miasta były źródła w okolicach ul. Strzeleckiej. Ponieważ miasto wciąż się rozwijało, potrzeba było coraz więcej wody. Coroczne powiększanie i pogłębianie studni dawało coraz gorsze efekty.

Najbardziej charaktery-styczny wodociągowy obiekt, to wieża przy ul. Kordiana, która została wybudowana w 1927 r. Ma 33 m wysokości i średnicę 8,8 m.

Prawdziwe kłopoty z dostawami wody zaczęły się po II wojnie światowej, gdy Zielona Góra zaczęła się gwałtownie rozrastać. Pod koniec lat 50. XX wieku miasto miało już dwa razy więcej mieszkańców niż w czasach niemieckich. Okazało się, że wiercenie kolejnych studni problemu nie rozwiąże. W 1953 r. gwałtownie zaczął spadać poziom wody w studniach.

- Jedyne wyjście to zbudować nowe ujęcie wody w okolicach Zawady i pompować ją do miasta specjalnym rurociągiem – stwierdzili hydrolodzy.

- Sam rurociąg, według wyliczeń Biura Projektów Komunalnych będzie w przybliżeniu kosztować ok. 12 mln zł. Na taką inwestycję nie mamy w bieżącej pięciolatce kredytów – pisała „Gazeta Zielonogórska” 31 maja 1956 r.

Rok później, w kwietniu 1957 r. zapadła decyzja o budowie ujęcia. Jednak przystąpiono do niej dopiero w 1962 r.

- Do 1967 r. mieszkańcy będą musieli oszczędnie gospodarować wodą – apelowała „GZ”.

- Byłem wtedy harcerzem. Prowadziliśmy akcję oszczędzania wody. Chodziliśmy po domach i sprawdzaliśmy, czy spłuczki nie ciekną, bo w ten sposób marnowało się dużo wody – wspomina Jan Markowski, dziś zastępca dyrektora ds. technicznych w Zielonogórskich Wodociągach i Kanalizacji.

Ostatecznie, 1 lipca 1966 r. rozpoczął się rozruch technologiczny ujęcia w Zawadzie. Budowlańcy nie zdążyli jednak zbudować stacji filtrów. Do miasta pompowano niefiltrowaną wodę. Inwestycje w Zawadzie wciąż nie nadążały za rozwojem miasta. Dlatego w grudniu 1971 r. zapadła decyzja, że trzeba sięgnąć do grunt powierzchniowych. Rozwiązaniem było wybudowanie ujęcia na Obrzycy w Sadowej.

To było już bardzo skomplikowane przedsięwzięcie, bo rurociąg trzeba było przerzucić przez Odrę.

– Stalowe rury obłożono drewnianymi klepkami, żeby nie uszkodzić izolacji. Później zrzucono je do rowu wykopanego w dnie rzeki, która później sama naniosła przykrywającą je ziemię – opowiada J. Markowski. To był rok 1974.

- Rozpoczęłam wówczas pracę w zielonogórskich wodociągach - wspomina Beata Jilek, dziś prezes ZWiK. – Weszłam w skład brygady zajmującej się odbiorami. Budowa ujęcia z Obrzycy była inwestycją centralną i np. na budowę rurociągu dostaliśmy bardzo dobre rury z Francji. Ujęcie zadania w planie centralnym bardzo ułatwiało budowę.

Miało też swoje gorsze strony. Według planu pierwsza woda miała popłynąć z Obrzycy 22 lipca 1975 r.

- Popłynęła? – pytam panią prezes.

- Popłynęła – uśmiecha się B. Jilek. Tyle tylko, że popłynęła nie do końca.

Tu młodszym czytelnikom należy się pewne wyjaśnienie. W PRL-u 22 lipca (rocznica ogłoszenia manifestu PKWN) to było jedno z najważniejszych świąt w socjalistycznym państwie. Z tej okazji uroczyście rozpoczynano lub kończono różne inwestycje. Nie było zmiłuj się.

Przygotowania do uruchomienia szły pełną parą. Z urzędu wojewódzkiego przywieziono palmy, które ustawiono w fabrycznych pomieszczeniach. Dywan zabrany z korytarza urzędu pocięto na krótkie kawałki, żeby było elegancko (później wybuchła o to straszna awantura).

W przeddzień święta robotnicy zaczęli rozkuwać betonową ścianę na ujęciu w Sadowej. To przez nią woda wlewała się do zbiornika, skąd pompy miały ją pompować do Zawady i dalej do Zielonej Góry. Uroczystość musiała przebiegać bardzo sprawnie. – Dyrektor Henryk Majcherek wiedział, że od momentu uruchomienia przepompowni ma 10 minut na wyprowadzenie gości z hali – wspomina J. Jilek.

Dlaczego? Bo pompy pompowały wodę szybciej niż ta wpływała z rzeki. Po 10 minutach zbiornik był pusty i maszyny trzeba było zatrzymać.

Tymczasem dygnitarze wsiedli w samochody i pojechali do Zawady zobaczyć jak woda wpada do wielkich akceleratorów, które miały ją uzdatniać do picia. I zobaczyli.

Oczywiście nie była to woda z Obrzycy, tylko z ujęć podziemnych w Zawadzie. Tylko kto by to rozróżnił? Najważniejsze, że inwestycja zakończyła się zgodnie z planem. Tak naprawdę woda z Obrzycy popłynęła do mieszkań dopiero kilka miesięcy później.

Wybudowanie ujęcia w Sadowej i późniejsze dobudowanie kolejnych akceleratorów, zakończyło większość problemów z dostawami wody. Plan zakładał, że ujęcie jest w stanie obsłużyć 300-tysięczne miasto.

Te moce nigdy nie zostały w pełni wykorzystane. Kiedyś przeciętny zielonogórzanin zużywał na dobę 256 litrów wody. Dzisiaj jest to ok. 90 litrów. Zakład zatrudnia 303 osoby i obsługuje 506,3 km sieci wodociągowej.

(tc)

(źródło - lzg24.pl)

« wróć